Dlaczego źli ludzie mają dobrze?

Jeżeli dobre działania przynoszą dobre rezultaty, a złe prowadzą do cierpienia, dlaczego ludzie krzywdzący innych niekiedy odnoszą sukcesy?


Czy naprawdę wiemy, że komuś jest dobrze?

Najłatwiej ocenić to, co widoczne z zewnątrz: majątek, pozycję, zdrowie, rodzinę i osiągnięcia. Nie widzimy jednak lęku, samotności, konfliktów ani niepewności, z którymi może żyć druga osoba. Nie znamy również jej przyszłości.

Toyotomi Hideyoshi przeszedł drogę od człowieka pochodzącego z niskiej warstwy społecznej do władcy, który zjednoczył niemal całą Japonię. Patrząc jedynie na jego awans, można uznać go za człowieka obdarzonego niezwykłym szczęściem. U schyłku życia jego ogromnym problemem stało się jednak zabezpieczenie przyszłości małoletniego syna. Walka o następstwo doprowadziła do śmierci wyznaczonego wcześniej następcy Hidetsugu oraz jego rodziny, a niedługo po śmierci Hideyoshiego zbudowany przez niego porządek zaczął się rozpadać.

Nie oznacza to, że jego wcześniejsze sukcesy były pozorne. Były rzeczywistymi osiągnięciami. Pokazują jednak tylko pewną część życia, a nie jego pełny bilans.

Czy potrafimy od razu rozpoznać szczęście?

Dobrze pasuje tutaj chińska opowieść znana w Japonii jako 人間万事塞翁が馬 (ningen banji Saiō ga uma) – „wszystkie ludzkie sprawy są jak koń starca z prowincji”.

Staremu człowiekowi uciekł koń. Sąsiedzi przyszli wyrazić współczucie, ale starzec zapytał, skąd wiedzą, że jest to nieszczęście. Po pewnym czasie koń wrócił, prowadząc ze sobą inne konie. Sąsiedzi zaczęli gratulować właścicielowi, ale on ponownie nie chciał oceniać wydarzenia.

Jego syn próbował dosiadać jednego z nowych koni, spadł i złamał nogę. Wydawało się to nieszczęściem, ale niedługo później wybuchła wojna. Młody człowiek z powodu urazu nie został wysłany do walki, w której zginęło wielu jego rówieśników.

Opowieść nie mówi, że każde nieszczęście ostatecznie prowadzi do czegoś dobrego. Pokazuje, że widząc tylko fragment ciągu wydarzeń, zbyt szybko nazywamy coś szczęściem albo nieszczęściem. To, co dziś wydaje się korzystne, może stać się warunkiem przyszłego cierpienia, a bolesne wydarzenie może uchronić nas przed jeszcze gorszym rezultatem.

Karma nie działa natychmiast

Człowiek nie zaczyna tworzyć karmy dopiero w chwili, w której zwracamy na niego uwagę. Jego obecne położenie jest rezultatem wcześniejszych przyczyn, natomiast skutki dzisiejszego postępowania mogą pojawić się znacznie później.

Osoba czyniąca obecnie zło może nadal doświadczać rezultatów dobrych przyczyn stworzonych wcześniej. Jej dzisiejsze szkodliwe działania nie zostają przez to anulowane. Przyniosą odpowiednie rezultaty, kiedy pojawią się potrzebne warunki.

Podobnie człowiek postępujący dobrze może obecnie doświadczać cierpienia wynikającego z innych przyczyn. Jego dobre działania również nie przepadają tylko dlatego, że ich rezultat nie pojawił się natychmiast.

Każdy tworzy zarówno dobre, jak i złe przyczyny. Ich rezultaty nie muszą dojrzewać w kolejności, w której zostały stworzone. Dlatego obserwacja jednej chwili nie pozwala ocenić całego działania karmy.

Czy naprawdę wiemy, kto jest złym człowiekiem?

Możemy i powinniśmy rozpoznawać działania, które krzywdzą innych. Nie wynika z tego jednak, że potrafimy ocenić całą osobę i umieścić ją niżej od siebie.

Zazwyczaj znamy jedynie część cudzych czynów i prawie nigdy nie widzimy wszystkich intencji, okoliczności oraz wcześniejszych przyczyn. Własne postępowanie oceniamy natomiast łagodniej, ponieważ znamy swoje usprawiedliwienia i dobre zamiary.

Pytanie „dlaczego źli ludzie mają dobrze?” często zawiera więc ukryte przekonanie: „oni są źli, a ja jestem dobry. Dlaczego mają lepiej?”. Buddyzm uczy, aby zamiast ustalać moralną pozycję innych, przyjrzeć się przyczynom tworzonym przez siebie.

Czy na pewno jesteśmy lepsi?

Łatwo uważać się za dobrego człowieka, kiedy życie nie stawia nas przed skrajnymi wyborami. Nie wiemy jednak, jak zachowalibyśmy się podczas wojny, głodu, prześladowania albo bezpośredniego zagrożenia życia naszych bliskich. Strach, nienawiść i pragnienie przetrwania mogą doprowadzić człowieka do działań, o które wcześniej nigdy by siebie nie podejrzewał.

Nie oznacza to, że każdy w takich warunkach na pewno dopuści się najgorszych czynów ani że sprawcy nie ponoszą odpowiedzialności. Krzywdzące działania trzeba niekiedy zdecydowanie powstrzymać, a ich sprawcy nadal tworzą przyczyny, których rezultatów sami doświadczą. Nie powinniśmy jednak zakładać, że z natury jesteśmy niezdolni do podobnego postępowania.

Z perspektywy buddyzmu obecne życie jest tylko krótkim fragmentem ciągnącego się za nami strumienia przyczyn i skutków. W niezliczonych wcześniejszych życiach odradzaliśmy się w różnych światach i znajdowaliśmy się w najróżniejszych okolicznościach. Nie mamy podstaw, aby sądzić, że zawsze postępowaliśmy dobrze i nigdy nie dopuściliśmy się czynów podobnych do tych, które obecnie potępiamy u innych.

Człowiek, którego dziś nazywamy złym, nie należy więc do całkowicie innej kategorii istot. W innych warunkach albo w jednym z wcześniejszych żyć sami mogliśmy znajdować się w podobnym położeniu. Różni nas obecna sytuacja i dojrzewające obecnie przyczyny, ale wszyscy nadal podlegamy pragnieniom, gniewowi i niewiedzy.

Nie oznacza to rezygnacji z oceny czynów. Możemy jasno powiedzieć, że przemoc, oszustwo i wykorzystywanie innych są złe, chronić ich ofiary oraz powstrzymywać sprawców. Czym innym jest jednak rozpoznanie szkodliwego działania, a czym innym uznanie całego człowieka za istotę z natury gorszą od nas.

Nie widzimy całego ciągu przyczyn i skutków

Powodzenie człowieka postępującego źle nie stanowi wyjątku od prawa karmy. Dobre warunki, których obecnie doświadcza, mogą być rezultatami innych przyczyn niż szkodliwe działania, które właśnie obserwujemy. Te działania również nie pozostaną bez rezultatów, ale nie muszą się one pojawić natychmiast. Nie znamy całego doświadczenia tej osoby ani skutków, które dojrzeją w przyszłości.

Nie oznacza to, że powinniśmy oczekiwać, aż nielubianego człowieka spotka „zasłużona kara”. Karma nie jest karą wymierzaną przez sędziego, a pragnienie cudzego cierpienia samo staje się przyczyną gniewu i pychy.

Nauka o karmie ma kierować uwagę przede wszystkim ku własnemu postępowaniu. Nie służy do ustalania, kto jest od nas gorszy ani kiedy spotka go zapłata za wyrządzone zło, tylko do współczucia i świadomego tworzenia przyczyn prowadzących do dobra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *