Czy karmę można zmienić?

Jeżeli wszystko, czego dziś doświadczamy, jest skutkiem wcześniejszych przyczyn, to czy nasza przyszłość została już przesądzona?

Nie. Przeszłości nie możemy zmienić, ale możemy zmieniać warunki i tworzyć nowe przyczyny. Dlatego karma nie jest przeznaczeniem.


Ograniczone możliwości nie oznaczają braku sprawczości

Mówienie o zmianie warunków może brzmieć naiwnie, szczególnie gdy człowiek mierzy się z wojną, chorobą, przemocą, decyzjami podejmowanymi przez potężniejsze od niego instytucje albo wręcz zostaje pozbawiony możliwości samodzielnego działania. W każdej chwili doświadczamy już skutków naszych wcześniejszych działań i jesteśmy przez nie w pewnym stopniu ograniczeni.

Nie oznacza to jednak, że nie możemy nic zmienić. Japońscy licealni ambasadorowie pokoju, prowadzący działalność na rzecz zniesienia broni jądrowej, wyrażali tę postawę słowami: „Nasza siła jest mikra, ale nie jesteśmy bezsilni„. Nie mogli sami rozbroić państw posiadających broń atomową. Mogli jednak zbierać podpisy, przekazywać świadectwa osób ocalałych, zwracać uwagę opinii publicznej i wpływać na ludzi, którzy podejmują decyzje.

Zmiana warunków nie oznacza pełnej kontroli nad obecną sytuacją. Człowiek może być skrępowany skutkami wcześniejszych przyczyn do tego stopnia, że w danej chwili ma bardzo niewiele możliwości działania. Nie oznacza to jednak, że jego obecne działania są pozbawione znaczenia.

Prawo karmy nie mówi, że każdą sytuację możemy natychmiast odwrócić. Mówi natomiast, że każde działanie ciała, mowy i umysłu staje się przyczyną odpowiadających mu skutków. Nawet gdy nie jesteśmy w stanie od razu zmienić zewnętrznej sytuacji, tworzone obecnie przyczyny wpływają na dalszy ciąg naszego doświadczenia.

Jak tworzyć dobre przyczyny?

Według znanej opowieści poeta i urzędnik Bai Juyi zapytał mistrza Daolina, zwanego Mnichem Ptasiego Gniazda, na czym polega istota buddyzmu. Mistrz odpowiedział:

Nie czyń żadnego zła,
Czyń tylko dobro,
Aby oczyścić siebie.
To są nauki
Wszystkich buddów.

Niaoke Daolin

Bai Juyi stwierdził, że rozumie to nawet kilkuletnie dziecko, więc w buddyźmie nie ma nic odkrywczego. Mistrz odparł, że choć dziecko może rozumieć te zasady, nawet osiemdziesięcioletni człowiek nie potrafi wprowadzić ich w życie.

Prawo karmy jest pod tym względem proste: dobre przyczyny prowadzą do dobrych skutków, a złe przyczyny do złych skutków. Trudność polega nie na zrozumieniu tej zasady, ale na czynieniu dobra także wtedy, gdy wymaga to wysiłku, cierpliwości, rezygnacji z własnej wygody, przyznania się do błędu, poniesienia straty albo działania wbrew własnemu lękowi i egoizmowi.

Historia jest pełna sytuacji, w których działanie wymagało narażenia własnego bezpieczeństwa. Ludzie ukrywający Żydów podczas okupacji ryzykowali nie tylko własnym życiem, ale też życiem swoich rodzin. Wiedzieli, że odmowa pomocy byłaby łatwiejsza i bezpieczniejsza, a mimo to kierowali się współczuciem.

Podobne wybory, choć zwykle na znacznie mniejszą skalę, pojawiają się również w naszym codziennym życiu. Możemy przyznać się do błędu, mimo że najprawdopodobniej nikt by go nie odkrył; powiedzieć prawdę, choć zaszkodzi to naszej reputacji; albo stanąć w obronie kogoś, wiedząc, że sami możemy przez to stracić. Właśnie w takich chwilach okazuje się, jak trudno jest czynić dobro.

Co właściwie znaczy czynienie dobra?

Samo wezwanie do czynienia dobra może wydawać się zbyt ogólne. W codziennym życiu łatwo przecież uznać za dobre to, co służy nam samym, przynosi natychmiastową korzyść albo pozwala uniknąć trudności. Buddyzm nie pozostawia jednak tego pojęcia całkowicie dowolnemu osądowi.

Dobre działanie to takie, które nie rodzi się z chciwości, gniewu ani niewiedzy, lecz ogranicza cierpienie, służy innym i prowadzi do oczyszczania własnego umysłu. Nie zawsze musi być przyjemne ani korzystne w krótkiej perspektywie. Czasem wymaga wysiłku, straty albo rezygnacji z własnego interesu.

Bywa, że w danej sytuacji nie istnieje jedno proste i bezsporne rozwiązanie. Czasem dobro jest względne; poprawa czegoś w jednym miejscu powoduje szkodę w innym. Czynienie dobra wymaga więc nie tylko właściwej intencji, lecz także mądrości, odpowiedzialności i gotowości do zmierzenia się z konsekwencjami własnej decyzji.

Budda uporządkował dobre działania w sześć szerokich kategorii, określanych po japońsku jako 六度万行(rokudo mangyō), co można przetłumaczyć jako sześć doskonałości obejmujących wszystkie dobre praktyki.

Sześć doskonałości
  1. 布施 (fuse) – dawanie od siebie
    Dzielenie się dobrami materialnymi, czasem, wiedzą, pomocą bez oczekiwania zapłaty lub wdzięczności.
  2. 持戒 (jikai) – dotrzymywanie zobowiązań
    Dochowywanie danego słowa, przestrzeganie podjętych zobowiązań i powstrzymywanie się od działań, które naruszają zaufanie innych.
  3. 忍辱 (ninniku) – znoszenie trudności
    Nie chodzi o bierne znoszenie cierpienia ani rezygnację z obrony. Chodzi o to, by w obliczu krzywdy, konfliktu lub przeciwności nie ulegać gniewowi, nienawiści ani pragnieniu odwetu i zachować zdolność do właściwego działania.
  4. 精進 (shōjin) – wytrwały wysiłek
    Konsekwentne rozwijanie dobra i niepoddawanie się zniechęceniu, lenistwu czy chwilowym trudnościom.
  5. 禅定 (zenjō) – skupienie umysłu
    Uspokajanie rozproszonego umysłu i rozwijanie wewnętrznej stabilności potrzebnej do właściwego działania.
  6. 智慧 (chie) – mądrość
    Rozumienie rzeczywistości zgodnie z nauką Buddy oraz rozpoznawanie przyczyn cierpienia i działań prowadzących do jego ustania.

Każda z tych doskonałości obejmuje wszystkie pozostałe. Ich znaczenie i zastosowanie w codziennym życiu zostaną szerzej omówione w kolejnych artykułach.

Czy naprawdę potrafimy czynić dobro?

Sześć doskonałości wskazuje kierunek, w którym powinniśmy podążać z determinacją. Dopiero refleksja nad tym uwidacznia nam, jak trudno jest choćby zbliżyć się do doskonałości. Buddyzm określa zwykłego człowieka słowem 凡夫 (bonbu). Jest to istota, której sposób myślenia i działania pozostaje pod wpływem 煩悩 (bonnō), czyli splamień umysłu.

Tradycyjnie mówi się o 108 bonnō. Najważniejsze z nich to pożądanie (chciwość, przywiązanie), gniew (nienawiść, awersja) i niewiedza (złudzenie, ignorancja), określane jako trzy trucizny. Nie są to jedynie skrajne wady występujące u szczególnie złych ludzi. Przejawiają się również w codziennym pragnieniu własnej korzyści, niechęci wobec tego, co nam przeszkadza, oraz w przekonaniu, że właściwie rozumiemy sytuację, choć znamy tylko jej niewielką część. W tekstach buddyjskich te trzy stany są przedstawiane jako podstawowe źródła innych splamień umysłu.

Dlatego nawet szczere pragnienie czynienia dobra nie gwarantuje dobrego skutku. Możemy pomagać pod wpływem współczucia, ale jednocześnie nieświadomie kierować się potrzebą uznania, poczuciem wyższości albo własnym wyobrażeniem o tym, czego potrzebuje druga osoba.

Turyści rozdający prezenty dzieciom w ubogich regionach mogą być przekonani, że pomagają. Jeżeli jednak dzieci zaczynają opuszczać szkołę, aby wyczekiwać przyjezdnych, taka doraźna pomoc może osłabiać ich szanse na lepszą przyszłość. Podobnie dokarmianie dzikich zwierząt może wydawać się wyrazem troski, choć niewłaściwy pokarm albo przyzwyczajenie ich do ludzi przynosi im szkodę.

Świadomość natury bonbu nie powinna prowadzić do rezygnacji z czynienia dobra. Powinna natomiast skłaniać do pokory i głębokiej refleksji nad własnymi działaniami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *