Co buddyzm rozumie przez cierpienie?

Nie wszystko, co w buddyzmie określa się jako cierpienie, musi boleć. Możemy mieć wygodne życie, osiągać kolejne cele i doświadczać wielu przyjemnych chwil, a mimo to czuć niepokój, niedosyt albo lęk przed utratą tego, co udało nam się zdobyć.

Buddyjskie pojęcie 苦 (ku), sanskryckie dukkha, obejmuje więc nie tylko ból, chorobę i tragedię. Oznacza także niespełnienie, niestabilność oraz niemożność trwałego oparcia szczęścia na rzeczach, które nieustannie się zmieniają.


Osiem rodzajów cierpienia

W swoim pierwszym nauczaniu po osiągnięciu oświecenia Budda przedstawił Cztery Szlachetne Prawdy. Pierwsza z nich mówi o cierpieniu 苦 (ku) nie jako o wyjątkowym nieszczęściu, lecz jako nieodłącznej właściwości życia podlegającego przemianom.

Budda wymienił cztery podstawowe cierpienia, określane po japońsku jako 四苦 (shiku):

  • 生苦 (shōku) – cierpienie narodzin,
  • 老苦 (rōku) – cierpienie starości,
  • 病苦 (byōku) – cierpienie choroby,
  • 死苦 (shiku) – cierpienie śmierci.

Do nich dochodzą kolejne cztery:

  • 愛別離苦 (aibetsuriku) – rozłąka z tymi, których kochamy,
  • 怨憎会苦 (onzōeku) – spotkanie z tymi i tym, czego nie chcemy,
  • 求不得苦 (gufutokku) – niemożność otrzymania tego, czego pragniemy,
  • 五蘊盛苦 (gounjōku) – cierpienie wynikające z przywiązania do pięciu skandh.

Razem tworzą one 四苦八苦 (shiku hakku) – cztery podstawowe i osiem wszystkich rodzajów cierpienia.

Dlaczego nawet przyjemność nie daje trwałego szczęścia?

Cierpienie w buddyjskim znaczeniu nie ogranicza się do bólu. Także przyjemne doświadczenia są nietrwałe i nie mogą zapewnić nam stałego oparcia. Gdy osiągamy coś, czego pragnęliśmy, pojawia się radość, ale razem z nią może pojawić się lęk przed utratą, potrzeba podtrzymywania osiągniętego stanu albo kolejne pragnienie.

Nie wiemy, jak długo potrwa zdrowie, relacja, bezpieczeństwo czy powodzenie. Każda z tych rzeczy zależy od zmieniających się przyczyn i warunków. To, co dziś daje nam szczęście, jutro może zniknąć albo stać się źródłem troski.

Największą niepewność wprowadza śmierć. Nie tylko odbiera nam wszystko, na czym opieraliśmy poczucie bezpieczeństwa, ale także pozostaje wydarzeniem, którego momentu ani przebiegu nie potrafimy przewidzieć. Dlatego nawet w spokojnym i szczęśliwym życiu pozostaje ukryta niestabilność.

Nasze istnienie można porównać do człowieka dryfującego pośrodku bezkresnego oceanu. To, co nazywamy szczęściem, przypomina kolejne unoszące się na wodzie kłody, których chwytamy się, szukając oparcia. Gdy znajdziemy jedną, wydaje nam się, że teraz już będzie dobrze. Po chwili zaczynamy jednak wypatrywać następnej większej, wygodniejszej, bezpieczniejszej. A nawet jeśli przez jakiś czas utrzymujemy się na powierzchni, prędzej czy później przychodzi fala, która przewraca kłodę i zrzuca nas z powrotem do wody. Wtedy znowu szukamy czegoś, na czym można by się oprzeć.

W tym sensie cierpieniem nie jest tylko sam ból czy nieszczęście. Cierpieniem jest także to, że wszystko, czego chwytamy się w poszukiwaniu trwałego szczęścia, okazuje się nietrwałe i nie daje nam ostatecznego bezpieczeństwa.

Przypowieść o trzech żonach

Buddyjska przypowieść opowiada o zamożnym człowieku posiadającym trzy żony.

Najbardziej kochał pierwszą. Dbał o jej wygodę, stroił ją i spełniał wszystkie jej pragnienia. Drugą zdobył z wielkim wysiłkiem, dlatego bardzo jej pilnował i obawiał się, że ją utraci. Trzecia towarzyszyła mu w radosnych i trudnych chwilach, ale poświęcał jej mniej uwagi.

Kiedy człowiek zbliżał się do śmierci, przeraziła go myśl, że będzie musiał samotnie wyruszyć w dalszą drogę. Poprosił więc pierwszą żonę, aby poszła razem z nim. Ta natychmiast odmówiła.

Druga odpowiedziała, że również nie może mu towarzyszyć. Przypomniała, że to on zabiegał o nią przez całe życie, ale po jego śmierci przypadnie komuś innemu.

Trzecia obiecała odprowadzić go tylko do granicy miasta, gdzie będzie musiała się z nim pożegnać.

Pierwsza żona symbolizuje ciało. Człowiek poświęca mu wiele uwagi, karmi je, chroni i upiększa, ale wraz ze śmiercią musi je pozostawić.

Druga oznacza majątek, pozycję i sławę. Możemy zdobywać je przez całe życie i obawiać się ich utraty, lecz po naszej śmierci przejdą w ręce innych.

Trzecia przedstawia rodzinę i przyjaciół. Mogą opiekować się nami, towarzyszyć nam w ostatnich chwilach, ale nie mogą umrzeć ani odrodzić się za nas.

Przypowieść nie mówi, że ciało, relacje i dobra materialne są bezwartościowe. Wszystkie mogą przynosić rzeczywistą radość i zasługują na troskę. Nie mogą jednak zapewnić trwałego szczęścia, ponieważ żadnego z nich nie możemy zatrzymać na stałe. Najpóźniej w chwili śmierci będziemy musieli rozstać się ze wszystkim.

Uświadomienie sobie cierpienia jest początkiem drogi

Uświadomienie sobie, że nieuchronnie podlegamy cierpieniu, nie jest w buddyzmie powodem do rozpaczy. Jest początkiem drogi. Dopóki próbujemy ignorować nietrwałość życia albo wierzymy, że trwałe szczęście znajdziemy w kolejnych rzeczach, relacjach i osiągnięciach, pozostajemy w tym samym kręgu poszukiwania i utraty.

Budda nie poprzestał jednak na wskazaniu cierpienia. Wyjaśnił również, że ma ono określoną przyczynę, że może ustać oraz że istnieje droga prowadząca do jego zakończenia. Rozpoznanie własnej sytuacji jest warunkiem rozpoczęcia rzeczywistej zmiany. Buddyzm pokazuje ścieżkę do tego, żeby przestać być zależnym od kolejnych nietrwałych podpór i wydostać się z cyklu cierpienia.

Nie tylko koniec cierpienia

Wyzwolenie z samsary nie oznacza unicestwienia ani stanu, w którym nie odczuwa się już niczego. Usunięcie niewiedzy i osiągnięcie buddostwa jest jednocześnie osiągnięciem trwałego szczęścia, które nie zależy od ciała, okoliczności ani posiadanych rzeczy i dlatego nie może zostać utracone.

Nie są to dwa oddzielne cele. Cierpienie ustaje poprzez całkowite usunięcie jego przyczyny. To, co pozostaje, nie jest jednak pustym brakiem cierpienia, ale pełnią mądrości, współczucia i szczęścia, której istota błądząca w samsarze nie potrafi jeszcze bezpośrednio doświadczyć.

Czy buddyzm każe odrzucić doczesne dobra?

Świadomość nietrwałości nie oznacza, że powinniśmy odrzucić rodzinę, przyjaźń, zdrowie, wygodne mieszkanie czy satysfakcjonującą pracę. Dobre warunki życia naprawdę ograniczają wiele rodzajów cierpienia i pozwalają korzystać z przyjemności, które są dostępne w obecnym świecie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy oczekujemy od tych rzeczy szczęścia, którego z natury nie mogą nam zapewnić. Każda z nich podlega zmianie i może zostać utracona. Buddyzm nie nakazuje więc odrzucać doczesnych dóbr, lecz przestrzega przed traktowaniem ich jako ostatecznego rozwiązania problemu cierpienia.

Sprzyjające warunki mają również szczególną wartość: dają czas i przestrzeń na słuchanie oraz poznawanie nauk Buddy. Możemy też pomagać w tworzeniu takich warunków innym. Temu służą między innymi 六度万行 (rokudo mangyō) – sześć doskonałości, czyli praktyki takie jak dawanie od siebie, właściwe postępowanie i cierpliwość. Tworzą one dobre przyczyny i przynoszą pożytek zarówno nam, jak i otaczającym nas istotom, choć same doczesne rezultaty nadal pozostają nietrwałe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *